Cz. IV „Historia, a „Święto Kozła”

Andrzej Młynarczyk

Każdy Polak zainteresowany historią Republiki Dominikany bardzo szybko trafi na powieść peruwiańskiego autora Mario Vargasa Llosy zatytułowaną „Święto kozła”. Proszę się nie obawiać, nie będę streszczał książki! Proponuję tylko byśmy w niniejszym odcinku naszego cyklu przyjrzeli się wszystkiemu co jest historyczne w tym wspaniałym dziele literackim.

„Święto Kozła”, czyli sposób na magiczną podróż w mroczne czasy Trujillo.

Najpierw jednak podzielę się pewną smutną refleksją. Otóż, mam wrażenie, że w naszym kręgu kulturowym, w którym tak mało mamy wiadomości na temat Republiki Dominikany, powieść „Święto kozła” utrwala ponury obraz Dominikańczyków i ich kraju. Wiem, że jest to coś czego autor nie mógł przewiedzieć, a co wiąże się nierozerwalnie z tym, że w Polsce po 1990 roku ukazują się w zasadzie tylko te dzieła literackie, które dotyczącą tych smutnych i tragicznych, fragmentów historii Republiki. Ze smutkiem muszę założyć, że zdecydowana większość osób, które zaczynają poznawać dzieje Dominikany spotka się szybciej z nazwiskiem Trujillo niż Duarte. To trochę tak, jakby Dominikańczyk zupełnie nie znający naszych dziejów zaczął poznawać je od historii rządów Bolesława Bieruta lub przez pryzmat wydarzeń takich, jak zamordowanie Stanowa Pyjasa. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że z czasem pojawi się w Polsce więcej tłumaczeń książek dotyczących Republiki Dominikany, które będą pokazywały także inne okresy dziejowe, a nie tylko te związane z latami dyktatury Trujillo.

Każdy dyktator musi od czegoś zacząć.

Skoro już jesteśmy przy nazwisku dyktatora to trzeba powiedzieć, że Mario Vargas Llosa przybliżył nam w swojej książce najważniejsze wydarzenia z życia tego dziwacznego człowieka. Autor położył bardzo silny nacisk na ten okres w życiu Rafaela Leonidasa Trujillo, w którym ów szkolił się pod okiem Amerykanów okupujących Dominikanę w latach 1916-1924. Niestety, niewiele innych faktów z biografii dyktatora można uznać za pewne, bowiem po przejęciu władzy umiejętnie wyretuszował on swoje dzieje, które dziś trudno jest w wielu fragmentach ustalić. Wiemy z całą pewnością, że ten urodzony w 1891 roku w San Cristóbal człowiek, pochodził z biednej rodziny, która może nie zaliczała się do pogrążonych w ubóstwie, jednak na pewno nie posiadała wystarczająco wiele, aby wykształcić młodego Rafaela. Trudno dziś orzec jaką edukację otrzymał Trujillo, który był trzecim z aż jedenaściorga dzieci w swojej rodzinie. Na pewno nauczył się wystarczająco wiele, aby w wieku 16 lat pracować na stanowisku operatora telegrafu, co na owe czasy było zajęciem całkiem dobrym. Trujillo nie musiał więc ciężko pracować fizycznie, a zaczynał swoją karierę od posady, która wskazywała na to, że w przyszłości zostanie być może drobnym urzędnikiem.

W publikacjach na temat młodości Trujillo można przeczytać, że stracił tę dobrą posadę przyłapany na sfałszowaniu czeku. Wiemy, że następnie trafił o wiele gorzej, bo znalazł się na plantacji trzciny cukrowej. W tym miejscu zaczynamy dostrzegać charakter młodego człowieka, który nie został zwykłym robotnikiem, ale wyjątkowo sprawnym członkiem formacji, którą można w uproszczeniu nazwać prywatną policją działającą na plantacji. Prawdopodobnie mniej więcej w tym okresie zaczyna się jego współpraca z okupantem, czyli wojskami amerykańskimi. Tu też niewiele można powiedzieć pewnego. Niektóre publikacje informują o tym, że Trujillo był przewodnikiem żołnierzy, którzy urządzali zasadzki na buntowników. Z całą pewnością możemy jednak przyjąć, że Amerykanie dostrzegli w nim lojalność i skrupulatność w wypełnianiu rozkazów, co zaowocowało skierowaniem na kurs prowadzony przez wojskowych instruktorów. Właśnie ten okres szkolenia wydaje się w książce „Święto kozła” mieć ogromne znaczenie dla ukształtowania się charakteru oraz sposobu myślenia późniejszego dyktatora.

Niewątpliwie autor powieści ma rację w tym, że Trujillo zafascynował się wojskiem i amerykańskim podejściem do dyscypliny. Zawładnął nim ten specyficzny świat twardych mężczyzn, którzy w okupowanym kraju mogli wszystko, bo przecież dysponowali nie tylko bronią, ale też ogromnymi pieniędzmi. Prawdopodobnie wtedy też przyszły dyktator uczy się obserwując działania Amerykanów, którzy, owszem, eksploatują ekonomicznie wyspę, ale też część zysków inwestują w infrastrukturę budując drogi, mosty, nowoczesne budynki. Tej lekcji Trujillo nigdy nie zapomni i już jako dyktator będzie czynił podobnie.

3

„Palacio Nacional”, czyli Pałac Narodowy – siedziba głowy państwa.

W 1924 roku Amerykańscy marines opuścili Dominikanę, ale nie oznaczało to, że kraj odzyskał wolność. Amerykanie pozostawili u władzy, także w wojsku, ludzi wiernych i sprawdzonych. Do jednych z nich należał oczywiście Rafael Leonidas Trujillo, który udowodnił, że zasłużył na zaufanie okupantów i gwarantował, że nadal będzie pilnował amerykańskich interesów. Po wycofaniu Amerykanów był on dowódcą naczelnym, który kierował nieco dziwnym wojskiem. Ówczesna armia były to raczej siły policyjne, które wyszkolone zostały i uzbrojone przez okupantów. Jednak Trujillo marzył o tym, aby dowodzić prawdziwym wojskiem, tak samo dobrym, jak to, które okupowało jego kraj. Na realizację swoich planów Trujillo musiał czekać do 1930 roku kiedy w wyniku politycznej intrygi oraz zastraszania konkurentów udało mu się przejąć władzę w kraju.

Dyktatura wymaga stałego wzmacniania.

W książce Mario Vargasa Llosy widzimy kraj po 30 latach rządów dyktatora. Autor dość skrupulatnie pokazuje nam jak zmieniła się Dominikana i jej mieszkańcy w wyniku rządów Trujillo. We wspomnieniach bohaterów widzimy dyktatora, który zdobywał sympatię, a nawet uwielbienie wielu Dominikańczyków swoimi działaniami. Po huraganie, który spustoszył Santo Domingo Trujillo przystąpił przecież bardzo energicznie do odbudowy miasta. Podjął zakończone ogromnym sukcesem pertraktuje z Amerykanami na temat umorzenia długów, a nawet przekazania Dominikanie pewnej pomocy ekonomicznej. Gospodarka zaczęła się rozwijać, a bezrobocie spadać. Słowem, wielu Dominikańczyków zaczęło naprawdę widzieć w swoim przywódcy kogoś kto został zesłany przez niebiosa.

Autor „Święta kozła” pokazał mechanizmy, który pomogły dyktatorowi zyskać zaufanie rodaków. Trujillo potrafił okazywać swoją rzekomo wielką dobroć urządzając święta i obsypując ludzi podarkami. W książce mamy znakomity opis zbiorowych chrztów, które odbywały się z udziałem Trujillo, jako ojca chrzestnego. Każda z rodzin przyjmowała osobiste gratulacje władcy i otrzymywała podarek w postaci sporej sumy pieniędzy. Jednocześnie Trujillo budował drogi, szkoły, fabryki, mosty – unowocześniał kraj, który bardzo potrzebował tego procesu. Sam dyktator nazwał czas panowania „Erą” dodając do niej swoje nazwisko. „Era Trujillo” miała w zamyśle władcy przejść do historii Republiki Dominikany, jako okres wspaniały i chwalony powszechnie – tak w kraju, jak i zagranicą.

8

„La silla eléctrica”, czyli krzesło elektryczne w „El Museo Memorial de la Resistencia Dominicana”.

W powieści widzimy jednak również proces „budzenia” się wielu Dominikańczyków, którzy z czasem zaczęli dostrzegać drugie oblicze dyktatury. W kraju, w którym panowała cenzura ludzie szeptem opowiadali sobie o porwaniach, torturach i zabójstwach przeciwników reżimu. Z czasem coraz bardziej stawało się widoczne to, że urzędnicy wierni swemu władcy uprawiali na ogromną skalę nepotyzm i korupcję, która dusiła zwykłych obywateli. Sam „Dobroczyńca”, bo tak oficjalnie kazał się nazywać dyktator, stawał się właścicielem lub współwłaścicielem kolejnych firm, fabryk, plantacji, a wraz z nim bogaciła się jego rodzina. Właśnie przez pryzmat kolejnych opisywanych w powieści zdarzeń z udziałem krewnych władcy obserwujemy degenerację reżimu.

Żałośnie wyglądało mianowanie małego syna Ramfisa na stopień pułkownika armii, kiedy to dorośli generałowie musieli brać udział w farsie i salutować chłopcu ubranemu w mundur. W innych opisach, które znajdujemy w książce cała rodzina Trujillo wygląda równie żałośnie, a autor „Święta kozła” tworząc wiele fikcyjnych wypowiedzi dyktatora często nakazuje mu powtarzać słowa krytyki pod adresem najbliższych. Synowie nie dorośli przecież do roli następców i kontynuatorów. Leniwi, znudzeni, szukający coraz to nowych rozrywek w postaci pijatyk i wyuzdanych zabaw, pozbawieni ambicji, okrutni, rozrzutni, przebrani w operetkowe mundury i obwieszone orderami staja się karykaturami ojca. Z czasem Trujillo musi tuszować coraz więcej ich błędów, a nawet ohydnych zbrodni. W pewnym momencie autor książki przywołuje taką oto refleksję, która przecież naprawdę mogła pojawić się w głowie władcy „Czas, który stracił, naprawiając szkody wyrządzone przez zgraję swoich krewnych, wystarczyłby mu na odbudowę drugiego kraju”.

Czytając znakomite dzieło możemy również przyjrzeć się stosunkom panującym w najbliższym otoczeniu Trujillo. Na kartach książki pojawiają się znane nazwiska ówczesnych ministrów oraz urzędników, czy wojskowych. Obserwujemy ich wzajemne intrygi, walkę o bycie pierwszym pośród wszystkich sług Szefa, bo tak brzmiał kolejny tytuł, jakim z szacunkiem nazywali go poddani. Trudno mi powiedzieć, jak głęboko autor musiał badać relacje i pamiętniki, aby naszkicować tak doskonały obraz zupełnego upadku moralnego. Jednak w efekcie Mario Vargas Llosa opisał niezwykle barwnie, ale też brutalnie najbardziej znane osoby w państwie. Pokazał ich całkowite, graniczące z upodleniem uzależnienie od Szefa, który bawił się napuszczając jednych na drugich, a nawet uwodząc ich żony, czy córki. W efekcie możemy przyjrzeć się jak działa państwo kierowane przez wszechmocnego dyktatora, który z czasem łamie wolę nie tylko najbliższych współpracowników, ale też większości narodu.

Żadna dyktatura nie uniknie gnicia od środka.

6

„Trujillo podpisuje Konkordat” (zdjęcie zrobione… zdjęciu w „El Museo Memorial de la Resistencia Dominicana” w Zona Colonial, Santo Domingo).

Jeśli miałbym wymienić to co jest „najbardziej historyczne” w powieści, to wskazałbym właśnie ów doskonale ukazany duszny, mroczny i paraliżujący klimat strachu, jaki towarzyszył czasom dyktatury. Porównać go można do okresu stalinizmu, który zapanował w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. Autor w bardzo realistyczny sposób przedstawił dziwną piramidę strachu, na której szczycie stał Trujillo podporządkowując swej woli, obrzydliwym zachciankom, czy zwykłym kaprysom najbliższą rodzinę, dwór, polityków, wojskowych aż po znajdujących się na samym dole piramidy najbiedniejszych ludzi w kraju. W powieści wszystko to osadzone jest w konkretnych ramach wydarzeń historycznych tak ważnych dla dziejów najnowszych Republiki Dominikany, jak rzeź Haitańczyków w 1937 roku, czy zamordowanie sióstr Mirabal w 1960 roku. Widzimy też konkretnych ludzi, ministrów, dowódców – czołowe postaci Republiki – którzy istnieli naprawdę, a którzy uwikłani w pajęczynę wzajemnych podejrzeń, donosów, spisków oraz walk stawali się narzędziami w rękach Trujillo.

Kulminacyjnym momentem powieści nie jest – oczywiście w mojej subiektywnej ocenie – sam opis zamachu, który zakończył życie dyktatora 30 maja 1961 roku. Dla mnie takim punktem jest scena, w której zrozpaczone tłumy stoją wiele godzin w palącym słońcu, aby dotrzeć jak najbliżej wystawionej na widok publiczny trumny z ciałem Dobroczyńcy i oddać mu hołd oraz okazać wielką rozpacz. Scen tych autor z całą pewnością nie wymyślił, a są one historycznym faktem. Rozpacz tłumów została zresztą utrwalona na zdjęciach archiwalnych i filmach, które z łatwością możemy odnaleźć dziś w Internecie. Niesamowite wrażenie robi ten zbiorowy ludzki strach, który działał jeszcze długo po śmierci dyktatora paraliżując wolę Dominikańczyków i nakazując im wbrew zdrowemu rozsądkowi, na przekór własnej godności i poczuciu sprawiedliwości zawodzić nad trumną. Podobne sceny znaleźć możemy we wspomnieniach odnoszących się do tego co działo się w krajach bloku komunistycznego po śmierci Józefa Stalina. Zapewne wielu ludzi naprawdę nie rozumiało ogromu zbrodni zmarłych tyranów i otumanieni przez propagandę widzieli w ich odejściu powód do prawdziwego żalu. Ilu jednak było takich, którzy odgrywali żałobników ze strachu przed czujnym okiem donosicieli lub z uwagi na przyzwyczajenie, które wyrobiło w nich przez lata dyktatury nawyk robienia tego, czego oczekiwała władza?

2a

„Oldsmobile Ninety Eight”, rocznik 1956. W dniu 30 maja 1961 roku jechali nim ludzie, którzy dokonali udanego zamachu na satrapę Trujillo. Auto odnalezione przypadkiem w budynku dawnego Museo Nacional de Historia y Geografía. Niestety, wiele wskazuje, że przeznaczeniem samochodu miało stać się wkrótce złomowisko. Być może jest to ostatnia okazja, aby obejrzeć ten ciekawy eksponat. Łatwo zauważyć, że na karoserii 2bznajdują się ślady po kulach wystrzelonych z broni Trujillo i jego szofera, którym był Zacarías de la Cruz. Ten ostatni przeżył. W ciele Trujillo naliczono ok. 60 kul różnego kalibru, z których 7 spowodowało śmiertelne obrażenia. Zeznania szofera pomogły dominikańskiej „SB” zidentyfikować zamachowców.

2b2c

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Upadająca dyktatura często zmienia się w nie mniej groźną farsę.

5

Joaquín Balaguer na muralu w Zona Colonial.

Ostatnim, na którego chciałbym zwrócić uwagę wszystkim, którzy czytali lub dopiero zaczną „Święto kozła” jest – jak najbardziej historyczny – prezydent Joaquín Balaguer. Rozpoczął on swoją karierę jako gorliwy wyznawca i wierny współpracownik Trujillo. W powieści ukazany jest on jako ten, który jak pewnie wielu innych urzędników, polityków, wojskowych, a nawet zwykłych przedsiębiorców, bez specjalnych problemów „przepłynął” z epoki dyktatury do epoki demokratyzacji. Widzę tu kolejne podobieństwo do tego co można było obserwować w krajach tzw. obozu socjalistycznego po śmierci Stalina. Tam też wielu dygnitarzy partyjnych, czy ludzi związanych z aparatem terroru bezpieki przywdziało nowe szaty starając się udowodnić, że zawsze byli przeciwko „błędom i wypaczeniom”. W mniejszej skali obserwować można było podobne zjawisko po 1990 roku, gdy zawalił się w całej Europie system komunistyczny. Wtedy również część z partyjnych aparatczyków i ludzi związanych z władzą przedzierzgnęła się prawie z dnia na dzień w entuzjastów wolności, demokracji i pluralizmu. Balaguer sprytnie wykorzystał nadarzająca się okazję, a dzięki swym intelektualnym zdolnościom oraz odpowiednim kontaktom – choćby z dyplomatami USA – udało mu się zachować wpływy i władzę. Był w tym na tyle dobry, że rządził w Republice Dominikany po obaleniu rewolucji konstytucjonalistów w 1965 roku aż do 1978 roku, a następnie w latach 1986-1996. W pewien symboliczny sposób osoba Balaguera łączy „Erę Trujillo” ze współczesną Dominikanę, ale o tym opowiem szerzej w kolejnych odcinkach.

Na zakończenie kilka ciekawostek związanych z Trujillo i jego „Erą”:

– Trujillo wzorował się na przywódcy hiszpańskim generale Francisco Franco. Jednak kult jednostki w dominikańskim wykonaniu był o wiele bardziej rozwinięty przyjmując z czasem groteskowe formy. Na cześć Trujillo i członków jego rodziny nazywane były ulice, mosty, szkoły, a stolica z Santo Domingo zmieniła nazwę na Ciudad Trujillo (podobnie jak szczyt górski Pico Duarte na Pico Trujillo);

– w Internecie można w różnych komentarzach znaleźć rewelacje o tym, że Trujillo wystąpił w filmie „Casablanca” wyprodukowanym w 1942 roku. Istotnie w spisie obsady filmu znajdujemy zdanie „Rafael Trujillo (Man Turning Propeller at Airport)”. Podobno można go zobaczyć w tle słynnej sceny na lotnisku – i próbowałem to zrobić. Naprawdę starałem się tam coś dostrzec, ale… wydaje mi się, że to jakiś mit oparty na przypadkowej zbieżności imienia i nazwiska statysty. Cóż, może komuś z Was uda się potwierdzić te internetowe rewelacje na temat aktorskiego epizodu dominikańskiego dyktatora? Będę wdzięczny za wszelkie informacje!;

– w 1938 roku Trujillo zadeklarował, że przyjmie żydowskich uchodźców z III Rzeszy. Przygotowano około 26 000 akrów ziemi w pobliżu miasta Sosua, na których żydowscy osadnicy mieli zająć się uprawą roślin. Każdy osadnik miał otrzymać 80 akrów ziemi, 10 krów, muła i konia. Z Europy do Republiki Dominikany udało się przedostać zaledwie 500 osadnikom. Do dziś w Sosua mieszka 25 żydowskich rodzin. Wielu krytyków rządów dyktatora uważa, że motywem działania Trujillo nie było wcale współczucie wobec prześladowanych Żydów. Jedna z teorii mówi, że chodziło o sprowadzenie do Republiki Dominikany jak największej liczby osób o jasnej skórze.;

– kolor skóry dyktatora był retuszowany na oficjalnych fotografiach i obrazach. Trujillo bardzo wstydził się swoich ciemnoskórych przodków, czego przejawem było także pudrowanie twarzy;

– po ataku japońskim na flotę USA w Perl Harbor Republika Dominikany wypowiedziała wojnę cesarzowi Hirohito (8 grudnia 1941 roku);

– Trujillo zadeklarował również wojnę przeciwko Hitlerowi (11 grudnia 1941 roku) i chociaż nigdy nie wysłał wojsk do walki w Europie i na Pacyfiku, to cukier z Dominikany oraz inne produkty żywnościowe, były przekazywane dla aliantów, jako dominikański wkład w wysiłek wojenny;

– w dniu 29 maja 2011 roku w Santo Domingo otwarto „Museo Memorial de la Resistencia Dominicana”, które ma za zadanie upamiętnić ofiary reżimu Trujillo. Warto zajrzeć na stronę internetową muzeum: http://www.museodelaresistencia.com/

4

W 1996 roku powstał „Pomnik Bohaterów 30-tego Maja” (Monumento Héroes del 30 de Mayo) upamiętniający ludzi, którzy zgładzili tyrana Trujillo. Obelisk znajduje się w miejscu dokonania zamachu, na zachodnich obrzeżach Santo Domingo, przy drodze wylotowej z miasta w kierunku San Cristóbal.