Cz. XV pt.”Narodziny Haiti”

Andrzej Młynarczyk

Hiszpania traci wszystko.
Nieco smutny to będzie rozdział, bo oto przed nami opowieść o Hispanioli tuż po rewolucji, która zlikwidowała niewolnictwo w Saint-Domingue, ale też o tym, jak bardzo trudne i krwawe były to czasy. Jednak, aby o tym mówić spojrzeć musimy najpierw na Europę, w której wiele wydarzeń miało tak istotny wpływ na historię Karaibów.
Przenieśmy się w ten wiek wielkiej rewolucyjnej wrzawy, szczęku żelaza, wojennych werbli i chaosu, który przetoczył się przez stary kontynent z takim impetem, że aż echa tegoż słychać było na dalekiej Hispanioli.

Pisałem już wcześniej o Wielkiej Rewolucji we Francji i o tym, jakiej były jej skutki w zamorskiej kolonii Saint-Domingue. Ale przecież czas w Europie nie stał w miejscu. Kolejne wydarzenia zdawały się zderzać się sobą z taką siłą, że aż trzęsły się trony wielkich władców. I oto przeciwko zrewoltowanej Francji podniosły miecze potęgi europejskie. Na wieść o zgilotynowaniu króla Ludwika XVI zawiązała się koalicja zwana przez historyków „I koalicją antyfrancuską”, a w skład jej wchodziły: Wielka Brytania, Austria, Prusy, Holandia i… Hiszpania. Władcy tych państw poprzysięgli, że zrobią ze zrewoltowaną Francją porządek. I kto wie? Może i wszystko by się gładko udało, gdyby na scenę historii nie wkroczył z impetem sam Napoleon Bonaparte. Tak to czasem w dziejach ludzkości bywa, że wybitna jednostka potrafi zmienić nie tylko los własnego narodu, ale i całego kontynentu, a może i świata.

Nie czas tu i miejsce, aby opisywać dzieje wojen europejskich tamtego okresu. Wiedzieć nam trzeba tyle, że Hiszpanie wyszli na koalicji antyfrancuskiej niczym nasz słynny polski szlachcić imć pan Zabłocki na swoim przysłowiowym mydle. A konsekwencją klęski były warunki traktatu pokojowego, jaki zawarła Hiszpania i Francja w Bazylei w dniu 22 lipca 1795 roku.

 Dwóch Napoleonów.
Warunkiem pokoju podpisanego w Bazylei było przekazanie Francji przez Hiszpanię swojej części wyspy Hispanioli oraz zaprzestanie walk w Europie i na Karaibach. Upokorzona i przegrana korona hiszpańska godziła się z pokorą na faktyczną utratę kontroli nad wyspą. Wydawałoby się, że w związku z takim rozwojem wydarzeń wojska francuskie wkroczą na wschodnią część Hispanioli kończąc tym samym jakiekolwiek oznaki zależności tego terytorium od Hiszpanii. I tak by prawdopodobnie było, gdyby znów nie dał o sobie znać Napoleon Bonaparte.

Wspomniany władca Francji zażądał by wojska absolutnie nie przekraczały dawnej granicy i spokojnie pozostawały w części zachodniej. Był w tym pewien zamysł, który zaraz postaram się wyjaśnić. Pamiętacie  może, że w poprzednim rozdziale wspomniałem o zdolnym czarnoskórym dowódcy, który zwał się François-Dominique Toussaint L’Ouverture? Zwano go również Toussaint-Louverture lub… Czarnym Napoleonem.

Obiecałem poprzednio, że przyjdzie czas, aby więcej o tym człowieku opowiedzieć i oto spełniam obietnicę. Urodził się on 20 maja 1743 roku w rodzinie niewolnika na plantacji Bréda położonej blisko Cap-Français. Już jako chłopiec miał wiele szczęścia, bo przeznaczono go do służby w domu i tam też nauczono czytać oraz pisać. Wiemy więc, że młody Toussaint-Louverture uniknął ciężkiego życia, jakiego doświadczali synowie niewolników. Nie trudził się pracując w pocie czoła na plantacji, ale pozwolono mu się uczyć i korzystać z biblioteki, a w efekcie chłopak zadziwiał wszystkich swoimi zdolnościami oraz umiejętnościami. Trudno dociec kto i kiedy odkrył niezwykle zdolności chłopca. Wiemy tyle, że było warto.

W wielu 33 lat Toussaint-Louverture uzyskał wolność, a co więcej sam stał się właścicielem niewielkiego majątku, na który składało się 15 hektarów ziemi, na której pracowało 12 niewolników uprawiających kawę.

Pamiętacie wybuch powstania słynnego wodza-czarownika Boukmana? Toussaint-Louverture zachował się wówczas w ciekawy sposób. Najpierw pomógł swemu byłemu panu uciec do Stanów Zjednoczonych, co świadczy o tym, jak wielka łączyła ich zażyłość, a może i przyjaźń? Później sam przyłączył się do powstania i rozpoczął błyskotliwą karierę w armii zbuntowanych niewolników.

Toussaint-Louverture umiał nie tylko być dobrym wodzem, ale też równie dobrym politykiem. Zaryzykowałbym twierdzenie, że był w owym czasie jednym z najbardziej realnie myślących wpływowych osób na wyspie. Nie trudno więc odgadnąć, że krok po kroku zbliżał się do coraz większej władzy i tak w 1797 roku został naczelnym dowódcą wojsk Republiki Francuskiej w Saint-Domingue. Dumny Czarny Napoleon pokazał, że potrafi nie tylko wygrywać na polu walki, ale też, że bardzo zależy mu na dokonaniu radykalnych zmian w kolonii.

Oczywiście Napoleon Bonaparte doskonale wiedział o ogromnej popularności czarnego generała. Znał jego dokonania z czasów walk rewolucyjnych oraz późniejsze, które w znacznej mierze przyczyniły się do wypchnięcia z wyspy interweniujących wojsk brytyjskich (w walkach tych zginęło aż 20 000 żołnierzy brytyjskich!). Zdawał też sobie sprawę, że Toussaint-Louverture staje się nazbyt ambitny. I właśnie ta obawa była prawdopodobnie głównym powodem zakazu skierowanym do armii w Saint-Domingue w kwestii przekraczania dawnej granicy hiszpańsko-francuskiej.

Toussaint-Louverture początkowo rozkazu posłuchał, a w tym posłuszeństwie wytrzymał do stycznia 1801 roku. Wtedy to ruszył z armią na wschodnią część Hispanioli realizując swój własny ambitny plan. Jego wojska bez trudu zajęły hiszpańskojęzyczną część wyspy, gdyż mieszkańcy nie odważyli się stawiać oporu. Nadal panowało wśród nich poczucie porzucenia przez Hiszpanię i strach przed tym co przyniesie przyszłość.

Toussaint-Louverture był teraz panem całej wyspy, ale nadal formalnie pozostawał na służbie Francji. Jednak nie miało to trwać nazbyt długo. Już w dniu 5 lutego 1801 roku nakazał, aby specjalna komisja zajęła się przygotowaniem do stworzenia konstytucji. W dniu 22 marca powołał dziesięcioosobową konstytuantę składającą się z całkowicie mu podporządkowanych osób, których nazwano Zgromadzeniem Centralnym.

Skład Zgromadzenia Centralnego pokazuje jak sprytny był Czarny Napoleon i jak dalece przewidujący. Otóż wszyscy członkowie byli właścicielami majątków lub ich administratorami. Sześciu reprezentowało część francuskojęzyczną wyspy, a jedynie czterech hiszpańskojęzyczną. Z góry wiadomo było, że wszystko rozegra się pod dyktando sprytnego generała

Zgromadzenie zrobiło dokładnie to czego zażądał Toussaint-Louvertur i dlatego prace przebiegały niezwykle szybko. Już 9 maja 1801 roku zakończono pracę nad konstytucją. Sam Toussaint-Louverture podpisał ją 3 lipca, a ogłosił wyspie 8 lipca. Ów szczególny akt prawny liczył 77 artykułów. Oczywiście najbardziej kontrowersyjny zapis mówił o tym, że Saint-Domingue wchodzi w skład imperium francuskiego, ale posiada bardzo szeroką autonomię, które w zasadzie niewiele różniła się od całkowitej niepodległości.

I takiego postawienia sprawy Napoleon Bonaparte nie mógł darować.

Nie ufaj Napoleonowi.
Władca Francji wysłał na Saint-Domingue swego szwagra, zaufanego i oddanego generała Charlesa Leclerca. Dał mu do dyspozycji niebagatelną liczbę 22 tysięcy żołnierzy oraz aż 79 okrętów. I tak na przełomie stycznia i lutego 1802 roku rozpoczęło się lądowanie na wyspie wojsk interwencyjnych, które początkowo przyjmowane były różnie.

Mieszkańcy Saint-Domingue nie wiedzieli jak się zachować. Toussaint-Louverture nie ogłosił mobilizacji, ani też nie wezwał do stawienia czoła Francuzom przybyłym z metropolii. Wykorzystując to wojska interwencyjne bardzo szybko zajęły wschód wyspy, gdzie nie natrafiono praktycznie na jakikolwiek opór. Na południu i zachodzie doszło do sporadycznych walk, ale nie były one wielką przeszkodą. Prawdziwe problemy zaczęły się jednak na północy wyspy.

Generałowie Henri Christophe i Jean-Jacques Dessalines zadali interweniującym Francuzom bardzo ciężkie straty, do których swoje dołożyła nagła epidemia żółtej febry oraz malarii. Wszystko to sprawiło, że Leclerc postanowił zmienić swoje zamierzenia i zamiast zaostrzenia walk zaproponował negocjacje. Sprytny generał nie skąpił przy tym podarków i komplementów, co szybko zjednało mu miejscowych.

Wreszcie udało się przekonać samego Czarnego Napoleona do tego, aby 5 maja podpisał  traktat pokojowy. Leclerc ze swojej strony zapewnił, że niewolnictwo nie zostanie przywrócone. Toussaint-Louverture miał wraz z rodziną osiedlić się spokojnie na własnej plantacji i wieść życie właściciela majątku zapominając o wojskowych oraz politycznych ambicjach.

Po podpisaniu dokumentów Toussaint-Louverture jedynie przez kilka tygodni cieszył się wolnością. Pojmany podstępnie przez żołnierzy Leclerca, został następnie wywieziony do Francji i ostatecznie zmarł w twierdzy Fort de Joux, gdzie więziony był w starszych warunkach do kwietnia 1803 roku. Można powiedzieć, że historia niezbyt miło rozprawia się z Napoleonami…

Łatwo się domyślić, że skoro Francuzi zerwali układ w jednej kwestii, to i w drugiej nie mieli zamiaru go dotrzymywać. Napoleon Bonaparte nie miał zamiaru uznawać tego, aby niewolnictwo nigdy nie zostało przywrócone. Już 20 maja 1802 roku podpisał stosowny dekret, który przywracał stan sprzed rewolucji. Kopię dekretu jak najszybciej przesłano Leclerkowi, aby ten wprowadził go w Saint-Domingue. Jednak na wyspie sytuacja zmieniała się nie do poznania.

Wojna o niepodległość.
Żołnierze francuscy nie potrafili poradzić sobie z trudami życia w tropikalnych warunkach. Od początku interwencji na choroby takie jak żółta febra i malaria zmarło 2 tysiące żołnierzy, a 8 tysięcy leżało w szpitalach nie wierząc, że jeszcze kiedyś zobaczą Paryż. W dniu 2 listopada 1802 roku powalony chorobą zmarł sam generał Leclerc, a jego miejsce zajął Donatien-Marie-Joseph de Vimeur.

Ów człowiek zasłynął z ogromnej brutalności i całkowitego braku umiejętności stosowania taktyki innej niż zabijanie. I to właśnie jemu przyszło zmagać się z buntem, który zrodził się po wprowadzeniu dekretu Napoleona o przywróceniu niewolnictwa.

Pierwsze walki wybuchły w Saint-Domingue już na wiosnę 1802 roku, gdy byłych niewolników zaczęto zapędzać na plantacje. Starcia z wojskiem doprowadziły szybko do odtworzenia partyzantki w górach. Co ważniejsze, już w dniach 12 i 13 października doszło do porozumienia czarnych i mulackich oficerów, którzy do tej pory patrzyli na siebie nieufnie. Tymczasem następca Leclerca bezskutecznie prosił Paryż o pomoc.

Bonaparte nie mógł przysłać posiłków. Wznowiona wojna z Anglią mocno nadwyrężyła francuskie siły, a do tego panowanie wrogich okrętów na morzach i oceanach uniemożliwiało swobodny przerzut wojsk. W takich okolicznościach czarnoskóry generał Dessalines rozpoczął ofensywę na czele wojsk powstańczych.

W latach 1802-1803 w Saint-Domingue okrutne i krwawe walki pochłonęły ogromną liczbę 100 000 zabitych czarnych i mulatów. Francuzi stracili łącznie 50 000 żołnierzy oraz białych cywilów, którzy zostali zabici bez wzglądu na to, czy faktycznie sprzyjali przywróceniu niewolnictwa.

W dniu 18 listopada 1803 roku armia francuska została ostatecznie rozbita w bitwie pod Vartières, a resztki wojska zmuszono do ucieczki (ostatni oddział Francuski opuścił tereny dawnej kolonii Saint-Domingue w dniu 4 grudnia 1803 roku). W efekcie doszło do zadziwiającej sytuacji – wojska interwencyjne kontrolowały jedynie obszar dawanej kolonii hiszpańskiej, a całkowicie wyparte zostały z dawnej kolonii francuskiej na wschodzie wyspy.

Tymczasem na dzień 31 grudnia 1803 roku zwołano do Gonaïves kongres dowódców armii pod wodzą samego Dessalinesa. Tam też wódz powstańców zlecił powstanie projektu deklaracji niepodległości. Napisać ją miał Louis Félix Mathurin Boisrond-Tonnerre, który był wówczas sekretarzem generała Dessalinesa. Jak podaje niezrównany Tadeusz Łepkowski „Boisrond-Tonnerre zamknął się na noc z 31 XII 1803 na 1 I 1804 r. w swoim pokoju, zaopatrzywszy się uprzednio w odpowiednią ilość kawy i rumu i w ciągu paru godzin napisał proklamację. Zbudzono go o 7 rano dopiero po wyważeniu drzwi” [T. Łepkowski „Haiti”, Warszawa 1964, s. 247]

Tym samym proklamowano niepodległość kraju teoretycznie rozciągającego się na całą wyspę, a praktycznie tylko na tereny kontrolowane przez armię powstańczą, czyli na obszar Saint-Domingue. Nazwa kraju była nawiązaniem do jego indiańskiej historii i brzmiała Haiti. Sam generał Dessalines miał być dożywotnio gubernatorem generalnym i miał prawo wskazać swego następcę. W zasadzie był w kraju panem życia i śmierci mając prawo dowolnie zarządzać wszystkim. De facto Haiti była więc wojskową dyktaturą, która co prawda zrywała z monarchią, ale też z republikańskim systemem rządów. Wszystko opierać się miało na wodzu powstańczej armii oraz jego zaufanych generałach.

Co ciekawe Haiti rezygnowało z pomysłu eksportowania rewolucji antyniewolniczej na inne wyspy i tym samym uspokojono Anglików, którzy obawiali się takiego scenariusza na Jamajce. Armia państwa nadal nosiła znane z czasów wojny miano „Armée indigène”, co tłumaczyć można jako „Armia tubylcza” (czasem tłumaczona, jako Armia krajowa). Nie wrócono więc do nazwy wojsk, którą stosował słynny Toussaint-Louverture, a która brzmiała „Armée de Saint-Domingue”.Tym samym zerwano z przeszłością, aby tworzyć zupełnie inne, nowe państwo. Państwo, które co prawda wyrastało z francuskich korzeni, ale odrzucało wszystko co francuskie. Haiti miało być całkowicie nowym tworem, w którym władza opierała się na bagnetach swojej armii.

Cóż, w tym momencie historycznym pozostawmy Hispaniolę z istniejącym zupełnie nowym państwem, które pod swoim sztandarem jednoczyło ludność byłej kolonii francuskiej oraz łakomie patrzyło na tereny byłej kolonii hiszpańskiej. Pamiętajmy, że kraj ów zniszczony był zaciętymi i krwawymi walkami, a jego gospodarka pozostawała w tragicznym stanie. W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się temu na ile trwały miał być porządek ustanowiony 1 stycznia 1804 roku w  Gonaïves.

Polacy w wojnie o niepodległość.
Celowo pominąłem w tej opowieści ważne dla Polaków wydarzenia związane z udziałem Legionów Polskich w walce w Saint-Domingue. Wszystkich zainteresowanych tematem pragnę uspokoić, bo jak łatwo się domyślić, planuję zupełnie osobny rozdział, w którym postaram się przybliżyć to, co wówczas się działo z żołnierzami polskimi walczącymi we francuskich mundurach.

 Ciekawostki.
– wojska rebelianckie walczące przeciwko Francuzom długo używały trójkolorowych sztandarów identycznych, jak oddziały wroga! Dopiero z czasem hasło „wolność-równość” zastąpiono „wolność, niepodległość lub śmierć”. Jednak większość oddziałów powstańczych używało zwykłych trójkolorowych sztandarów bez żadnych napisów. Wynikało to z tego, że bardzo niewielu powstańców potrafiło czytać i pisać po francusku;

– Jak powstał sztandar dwukolorowy kojarzony dziś z Haiti? Z francuskiej flagi usunięto kolor biały, który byłym niewolnikom kojarzył się z białymi panami. Kolor niebieski uznali oni za symbolizujący czarnoskórych mieszkańców wyspy, a kolor czerwony za ten, który odpowiadać miał mieszkańcom o pozostałych kolorach. Pierwszy taki sztandar powstał w lutym 1803 roku (pasy ułożone były pionowo, czyli wzdłuż drzewca);

– od początku buntownicy z niechęcią odnosili się do wszelkich symboli republikańskich związanych z Francją. Jedynym wyjątkiem była czerwona, charakterystyczna czapka frygijska, której wolnościowa symbolika została przyjęta wśród buntowników. Co ciekawe symbol ten przyjął się także i rozpowszechnił wśród hiszpańskojęzycznej ludności;

– po wyparciu wojsk francuskich zabrano się za zmienianie nazw w Saint-Domingue. Nie zawsze miało to sens. I tak Port Républicain, którego nazwa wydawałaby się pasować do nowej rzeczywistości przemianowano na Port-au-Prince. Podobnie Fort-Liberté stracił tę całkiem ładną, bo wolnościową nazwę na rzecz typowo francuskiej Fort-Dauphin. Cóż..;

– w niektórych miejscowościach używano rewolucyjnego kalendarza francuskiego jeszcze długo po 1 stycznia 1804 roku, kiedy to oficjalnie go zniesiono. Nie wynikało to z jakiegoś szczególnego przywiązania do tego cudacznego tworu rewolucji. Po prostu brakowało wykształconych ludzi, którzy przynieśliby i utrwalili wiedzę o powrocie do dawnych miar czasu. Była to jedna z konsekwencji tak wielkich strat w czasie wojny;

– generał Dessalines nie znał literackiego języka francuskiego. Przemawiał tylko po kreolsku;